sobota, 23 września 2017

Co nowego u mnie? Blogowanie po długiej przerwie

Przez całe lato blog pozostawał bez aktualizacji. Nigdy nie stawiałam go na pierwszym miejscu w moim życiu, jednak zazwyczaj znajdowałam czas na zrobienie zdjęć i napisanie posta, ponieważ dawało mi to dużo przyjemności. Jednak w ostatnich miesiącach, musiałam przyjemności odłożyć na bok i zająć się kilkoma poważniejszymi rzeczami... ale o tym za chwilę :) bo poza obowiązkami, byłam także zajęta innymi rzeczami.

Od początku roku bardzo wiele się wydarzyło, ale ostatnie 3-4 miesiące to już kompletna karuzela! Zacznę może od tego, że doszłam w końcu do wniosku, iż marzenia się spełnia, a nie snuje w nieskończoność. Idąc tym tropem, postanowiłam spełnić jedno ze swoich, dla niektórych pewnie będące drobnostką, dla innych bzdurą, a jeszcze dla innych...ich własnym marzeniem. Pojechałam, pierwszy raz w życiu, na Openera :) Bardzo chciałam znaleźć się na tym festiwalu, myślałam już  o tym od liceum, a do dzisiaj, gdy myślę, o tych wszystkich przepuszczonych koncertach to robi mi się słabo... Jednak taki wyjazd to (przynajmniej dla mnie) nie najłatwiejsza sprawa - wiąże się ze sporymi kosztami, wolnym czasem i podróżą pociągiem z całą górą maneli,  potrzebnych do - a jakże - nocowania pod namiotem. Jestem pewna, że gdyby nie mój chłopak, to nie wybrałabym się tam. Po prostu, jestem typem osoby, która potrzebuje opieki, silnego ramienia, a zarazem wesołego i pozytywnego  kompana do imprezy. Gdybym była tam z kimś innym, to jestem pewna, że byłabym zła, przerażona, w przemoczonym namiocie (a padało okrutnie) i bez chęci do zabawy. Dzięki odpowiedniemu towarzystwu okazało się, że było to jedno z największych pozytywnych przeżyć dla mnie i zabrałam ze sobą potężną dawkę energii i wspaniałych wspomnień. Znacznie mniej mam za to zdjęć, ale nie jest to dla mnie szczególnie istotne. 



Kiedy ja szykowałam już ostatni bagaż na Opka, moja młodsza siostra wykonywała o wiele ważniejsze (jeśli nie najważniejsze na świecie) zadanie. Nad ranem bowiem, w dzień mojego wyjazdu, przyszła na świat moja cudowna siostrzenica! Nie będę  ukrywać, że to również przyczyniło się do mojego zajebistego humoru na festiwalu ;) Ciocią zostałam po raz trzeci, ale Michalinka to pierwsza dziewczynka w naszej rodzinie - ma dwóch, starszych kuzynów. Oczywiście, że moi kuzynowie i kuzynki też mają wspaniałe maluchy, dla których również jestem ciocią, ale sami wiecie - dzieci waszego rodzeństwa są najważniejsze. Na razie nie planuję własnej rodziny, ale muszę przyznać, że takie obserwowanie sióstr - mam, to niezła szkoła życia! Cieszę się, że pewne ścieżki zostały już przetarte, bo wiem, że kiedy na mnie nadejdzie czas, to będę miała w siostrach dużo wsparcia :)



Niedawno udało się nam również wyremontować moją (a w przyszłości może "naszą") sypialnię. Do pełnego urządzenia jeszcze jej daleko, ale najważniejsze - czyli łóżko, już jest. Pokój powstawał od bardzo dawna, jednak największym naszym wrogiem był brak czasu. Tak naprawdę, palety skończyliśmy malować  już wiele miesięcy temu, jednak tryb naszej pracy skutecznie wstrzymywał prace remontowe. Wspólnymi, rodzinnymi siłami, udało nam się, dzięki  pomocy mojego brata i taty - nie ma to jak mieć wokół tylu ogarniętych budowlanie facetów, mam prawdziwe szczęście. 



Miałam powiedzieć coś jeszcze o niemiłych obowiązkach, no właśnie... 8 września obroniłam pracę i oficjalnie zostałam dyplomowanym bezpiecznikiem! Swoje plany uzyskania tytułu magistra zarzuciłam świadomie dawno temu, jednak w momencie, kiedy kończyło mi się absolutorium, coś zaczęło we mnie niepokojąco kiełkować. Spróbowałam więc, ale frustrowało mnie to do tego stopnia, że postanowiłam wszystko jednak rzucić w cholerę. Na właściwy tor przywróciła mnie moja promotorka. To kobieta, której nie można odmówić, nie dlatego, że jest niemiła, czy zbyt stanowcza, ale jakoś tak po prostu... powiedzmy, że ma dar przekonania was do istnienia Świętego Mikołaja - bo tak mniej więcej wierzyłam w napisanie swojej pracy, a później jeszcze obronienie jej. Po jednej rozmowie wzięłam się w garść i udało się, jestem magistrem. I wiecie co?! Zupełnie nic ;) nie poczułam się lepsza, bardziej wartościowa, nie zaczęłam zarabiać kokosów... no po prostu nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu uważam, że za naszą wartością nie przemawiają dyplomy, pieniądze czy status społeczny, tylko to, jacy jesteśmy. 
Skoro jednak mowa o dyplomach, to powiem nieskromnie, że w 2017 zdobyłam ich trzy - zostałam również zawodową  kosmetyczką, co mam nadzieję, że dla odmiany przyniesie mi jakieś korzyści w przyszłości.

Do tej pory nie udało mi się uczcić moich małych-wielkich sukcesów, więc za tydzień wybieram się na małą, weekendową wycieczkę. Szykuję się też pomału na jeden z najważniejszych, również dla mnie dni - ślub mojej przyjaciółki! Takiej wiecie, pierwszej, z dzieciństwa, która zna mnie od (mojego) urodzenia. Musicie wiedzieć, że stresuję się razem z nią i razem z nią cieszę się bardzo na ten dzień, dosłownie nie mogę uwierzyć, ze to już, że jesteśmy dorosłe. Jeśli macie kogoś takiego w swoim życiu, to na pewno wiecie, o czym mówię. Przed zaślubinami czeka nas jeszcze ostatnia impreza w stanie panieńskim Ewy, może więc macie jakieś ciekawe linki, pomysły, dotyczące takiej imprezy? Chętnie zaczerpnę jakichś inspiracji, bo razem ze świadkową i pozostałymi uczestniczkami imprezy chcemy, żeby było naprawdę fajnie!



Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca tej przydługiej opowieści, którą chciałam się z wami podzielić. Blog to nadal moja odskocznia, przyjemność i pasja. Zamierzam w najbliższym czasie zmodyfikować nieco jego treści, liczę na to, że przypadną wam do gustu i będziecie tu zaglądać jeszcze częściej. Buziaki!

wtorek, 19 września 2017

Kosmetyczna wishlista z Dresslily

Sklep Dresslily znam już od dawna, co najmniej 6 razy zamawiałam stamtąd ubrania , kosmetyki lub dodatki. Dostaniecie tam właśnie zarówno ciuchy, takie jak bluzy, tuniki (tunic tops) buty, torebki, pędzle do makijażu lub nawet lakiery hybrydowe!

Ostatnio zauważyłam, że wiele dziewczyn na YouTube lub na blogach, chwali sobie piękne, kolorowe pędzle z chińskich sklepów. Sama zapragnęłam uposażyć swoją kosmetyczkę w takie pięknoty i właśnie zastanawiam się nad zamówieniem dokładnie takich:



Pędzle/brushes: here

Dodatkowo bardzo ciekawią mnie te większe i płaskie, do twarzy. Widziałam na Instagramie, że używa się ich do podkładu, bronzera, rozświetlacza lub pudru.  Chętnie bym je wypróbowała!



Pędzle/brushes2: here

W sklepie znalazłam też świetną paletkę cieni, która wygląda na odpowiednik (chyba) paletki z Huda Beauty, jednak cena jest o wieele niższa, oj kusi mnie ta paletka!



Cienie/eyeshadows: here

Kupujecie kosmetyki na chińskich stronach? Ja tak i to często! Jeszcze nigdy się nie zawiodłam, ani na produkcie, ani na akcesoriach do makijażu i mam sporą ochotę na parę nowości!! :)